O moich włosach słów kilka - story time

Cześć,


Siedziałam sobie wczoraj sama w domu i myślałam co wam tu dzisiaj napisać. I tak myślałam jaką historię wam przedstawić i pomyślałam, że może napisze wam trochę o moich kudłach. Dużo słyszę czy to na co dzień i czy też często mi piszecie w komentarzach, że mam ładne i długie włosy. Ale czy zawsze tak było?

Jeśli chcecie poznać historie ich długości oraz typowego spartaczenia roboty przez fryzjerkę to zapraszam Was do przeczytania tego posta.


Początki

(tak btw od małego chyba lubiłam pozować do zdjęć i mój Simba dmuchany <3 był ryk jak mi pękł)

Zacznijmy od tego, że jak Ancia była mniejsza to była blondynką. Na początku miałam włosy obcięte od garnka (dziękuje mamo) A potem były już długości do ramion i tak rosły rosły i rosły i przy okazji ściemniały. Zawsze podcinała mi je mama. Do czasu pierwszej wizyty u fryzjera w 2 klasie gimnazjum.

Pierwszy raz u fryzjera - gimnazjum

(po lewej zdjęcie zrobione centralnie przed zmianą fryzury u fryzjera, a po prawej zdjęcie po tej zmianie

PS. aparat w łapie miałam odkąd pamiętam w końcu wtedy też prowadziłam bloga XD aha i nie wiem co to za wzorki na jednej ręce)


Pamiętam w gimnazjum poszłam po raz pierwszy do takiego prawdziwego salonu fryzjerskiego. Pojechałyśmy z przyjaciółkami na drugi koniec miasta. Wszystkie chciałyśmy zmienić sobie fryzury. Byłyśmy bardzo podekscytowane i w sumie potem entuzjazm nam opadł. Nie wyszło to tak jak miało być... chyba żadna z nas nie była zadowolona z tego co zrobiono nam z włosami. Ale jeszcze wtedy NIE BYŁAM ZRAŻONA DO FRYZJERÓW, a dlaczego? Już piszę.

Miałam wtedy włosy o długości do połowy pleców i ciachnięto mi je na długość do połowy biustu co nie było jeszcze jakąś tragedią. Ale zrobiłam sobie grzyweczkę na połowie twarzy co już tragedią było bo mi odstawała nieziemsko. Wytłumaczę się tym, że wtedy była taka moda.... i tu akurat tak chciałam więc miałam to co chciałam w pełni świadomie.

Na szczęście moje włosy rosły bardzo szybko i w sumie po zakończeniu gimnazjum w wakacje miałam je długości jak przed ścięciem czyli do połowy pleców.

Tak wyglądały moje włosy przed drugą wizytą u fryzjera... tą historię lekko wspomniałam w 50 faktach o mnie

Drugi i ostatni raz u fryzjera - liceum

Nic nie zapowiadało tej tragedii... NIC.

Poszłam do liceum. Pierwsza klasa drugi semestr... bardzo dobrze pamiętam ten dzień... słoneczny, ciepły. Poszłyśmy z mamą do fryzjera bo pomyślałam podetnę końcówki skoro ona też idzie to niech mi też podetnie pani fryzjerka "przy okazji". Był to salon fryzjerski, w którym nigdy nie byłyśmy. Na wstępie zaczęło się od tego, że pani fryzjerka moje włosy dość mocno skrytykowała, że są poniszczone (Patrz zdjęcie wyżej... ja większą destrukcje widziałam po jej działaniu).

Pamiętam powiedziałam no spoko, ale chciałabym tylko może z parę centymetrów max 5 podciąć końcówki bo zapuszczam. Pani powiedziała ok. Zaczęła tym razem narzekać, że moje włosy są za ciężkie i mi je wycieniuje LEKKO. No dobra, ale niech pani nie utnie za dużo :) powiedziałam i spoko rób pani swoje - zaufałam. I to był błąd. Gdy z pierwszego ciachnięcia jej nożyczkami poszło z 30 cm a ja nie mogłam nic zrobić by cofnąć czas i wyjść w momencie gdy powiedziała, że trzeba dość sporo je podciąć. Nie przesadzam rąbła mi z jednego pasma 30 cm i zrobiła po swojemu. Włosów ubywało i ubywało cięła je i cięła. Aż w końcu rabła je do przodu by pokazać efekt końcowy, a ja tu widzę po 2 włosy na krzyż i to jeszcze do ramion. Nie wiem czy zazdrościła mi włosów czy co, ale teraz zobaczycie zdjęcie obrazu nędzy i rozpaczy. Wewnętrznie się we mnie gotowało.

Tak to z moimi pięknymi i długimi włosami postąpiła fryzjerka (TO FOTO PO LEWEJ).:

(na pierwszym zdjęciu ja to ta wyższa po lewej stronie, a na drugim moje włosy chyba w drugiej klasie LO)


Źle czułam się w tych włosach kompletnie mi się nie podobało. Nie czułam się ani ładnie ani jakkolwiek. Z jednej strony były krótsze z drugiej dłuższe, krzywe i obcięte byle jak. Sądzę ze jakby ślepy mnie obcinał zrobił by to lepiej niż ta fryzjerka.

Powiedziałam sobie wtedy, że jeśli chodzi o ścięcie włosów nie dam nikomu ich dotknąć. Bo jeśli fryzjer nie słucha klienta i robi tak jak jemu się podoba to jak ja mogę zaufać mu drugi raz? Wiem oczywiście, że nie każdy fryzjer jest taki jest naprawdę wielu utalentowanych i świetnych ludzi w tej branży.

Jednak wystarczająco zdążyłam się zrazić. Aż do tego stopnia, że jak szłam ostatnio na zabieg Pro Fiber na włosy to miałam stres jakby nie wiem co najmniej mieli mnie obciąć na łyso a to był tylko zabieg...


Całe liceum modliłam się tylko by mi te włosy w miarę szybko odrosły.

I na szczęście odrosły. Tak wyglądały już po maturze i od tego czasu podcinam je sama. Bądź robi to moja mama zależy. Jest to bardzo rzadki proces, a fryzjera omijam szerokim łukiem.

Obecnie

Przez całe 5 lat studiów równałam włosy do jednej równej długości. W sumie od ostatniego roku na magisterce nie podcinałam ich w ogóle.

Tak moje włosy wyglądają obecnie. Mierzą sobie ponad 80 cm i ciągle będą rosły. Przyrzekłam sobie dojść do 1m :D

Głównie co mi pomogło na szybki ich porost to skrzyp, biotyna, wcierka jantar i olejowanie włosów. Jednak myślę, że o tym będzie osobny post.


Pomyślałam, że za jakiś czas napiszę wam trochę o ich pielęgnacji i o tym jak je zapuścić oraz tego jakie są plusy i minusy tak długich włosów. Dajcie znać jak Wam podobała się moja historia. Mieliście może kiedyś jakieś problemy z fryzjerami? Podzielcie się tym w komentarzu

A.

xoxo Anna

  • URODA

Polubienia

Komentarze

Sylwia
Sylwia,
Cudowne włosy! ja ścielam i teraz bardzo żałuję. Bardzo przyjemnie czyta się wpis. Buziaki Kochana.
Maminelove.blogspot.com
Lupus
Lupus,
Przepiękne włosy i taka cudowna długość! 😊 mi troszkę brakuje do twoich bo mam 60 cm! Czekam z niecierpliwością na post odnośnie pielęgnacji , pozdrawiam :*
nouw.com/lupus
Napisz komentarz...
IP: 82.99.3.229